Kromka Słowa Bożego
wideokomentarz do niedzielnej Ewangelii

c599628117cc89647e5ebbffa2d8fb35

 

Ciekawe Artykuły

"Pomnik wiary i wdzięczności"

Artykuł opublikowany w tygodniku "Niedziela" (Edycja Małopolska 29/2007) z okazji poświęcenia naszego kościoła przez ks. kard. Stanisława Dziwisza 19 V 2007r.

Parafia pw. św. Kingi, znajdująca się na osiedlu Kabel, a utworzona z części parafii św. Józefa w Podgórzu i Księży Zmartwychwstańców na Woli Duchackiej, należy do najmłodszych w Krakowie. Na tym terenie mieszka ok. 4 tys. mieszkańców, spośród których, jak mówi ks. proboszcz Bogusław Filipiak, do kościoła systematycznie przychodzi ok. 30%. W pracy duszpasterskiej wspiera Księdza Proboszcza wikariusz - ks. Andrzej Kubieniec.
- Wszystko zaczęło się od tego, że były proboszcz parafii św. Józefa, ks. Franciszek Kołacz, wniósł prośbę do Kurii, aby na terenie tego osiedla powstała nowa parafia - wspomina ks. Filipiak. - Wkrótce przybyła z Kurii komisja, która podjęła decyzję o powstaniu na tym terenie nowego kościoła.

Zbudować kościół

Prace związane z powstawaniem kościoła rozpoczęto wczesną wiosną 2000 r. Na przekazanej nieodpłatnie przez Spółdzielnię Mieszkaniową „Kabel” działce o powierzchni ok. 30 arów postawiono pięciometrowy krzyż, który 6 kwietnia 2000 r. poświęcił kard. Franciszek Macharski. Równocześnie wybudowano kaplicę, w której do czasu poświęcenia świątyni odprawiano Msze św. i nabożeństwa.
Postanowiono, że zaplanowany w tym miejscu kościół będzie miał za patronkę św. Kingę. I jest to, jak dotąd, jedyna świątynia pod wezwaniem tej Świętej w archidiecezji krakowskiej. - Było wiele powodów, żeby to właśnie św. Kinga stała się patronką nowego kościoła - wyjaśnia Ksiądz Proboszcz. - W czasie tworzenia się naszej parafii bł. Kinga została kanonizowana przez Jana Pawła II. Ponadto główną ulicą naszej parafii jest ul. Wielicka, a sam budynek kościoła został wybudowany na terenie byłej kopalni gipsu. Najważniejsza była jednak decyzja kard. Macharskiego, który 22 lipca 2002 r. erygował tę parafię.
Warto dodać, że po wizycie Ojca Świętego Jana Pawła II w 1999 r. ówczesny Metropolita Krakowski zdecydował, iż konstrukcja ołtarza papieskiego z krakowskich Błoni zostanie przekazana na potrzeby budowy nowego kościoła. Jego projekt powstał w pracowni Krzysztofa Ingardena, który również jest autorem ołtarza papieskiego przekazanego do parafii.
- Prace związane z budową kościoła rozpoczęto w maju 2003 r. - kontynuuje Ksiądz Proboszcz - natomiast 12 października 2005 r. nastąpiło uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego przez kard. Stanisława Dziwisza. Ten kamień został przywieziony z grobu św. Kingi i jeszcze w 2000 r. poświęcony w Rzymie przez Jana Pawła II.
W akcie wmurowania kamienia węgielnego czytamy m.in.: „Kościół ten, budowany z ofiar wiernych parafii św. Kingi oraz wspierany ofiarami osób indywidualnych, jak i parafii patronackich z dekanatów Kraków - Podgórze i Biały Dunajec, jest pomnikiem naszej wiary i wdzięczności za dar Papieża Polaka Sługi Bożego Jana Pawła II”.

Stworzyć wspólnotę

Ksiądz Proboszcz przyznaje, że budowa kościoła bardzo zintegrowała wspólnotę. Ważną rolę odegrała bliskość świątyni. Mieszkańcy z Płaszowa mieli dość daleko do kościoła św. Józefa, a krakowianom z Woli Duchackiej dojście do świątyni Księży Zmartwychwstańców utrudniała ruchliwa ul. Kamieńskiego.
Wydaje się jednak, że zbiór obcych sobie ludzi nie stałby się tak szybko wspólnotą, gdyby nie różnorodne działania kapłanów pracujących w tej parafii oraz zaangażowanie wiernych. W krótkim czasie powstało tu wiele wspólnot: Żywy Różaniec (5 żeńskich i 2 męskie róże), 2 kręgi Domowego Kościoła, Zespół Charytatywny, Duszpasterska Rada Parafialna, Chór, Oaza, Oaza Dzieci Bożych, Scholka, ministranci, lektorzy oraz grupka studentów. I to właśnie oni mają wpływ na organizację różnorodnych imprez - festynów, pikników - w czasie których spotykają się mieszkańcy należący do tej parafii i wzajemnie się poznają.
Warto również wspomnieć, że parafianie często pielgrzymują do bliższych i dalszych miejsc kultu, odwiedzili m.in.: Stary Sącz (grób patronki parafii), Częstochowę, Gidle, Licheń, Gniezno, Święty Krzyż, Wilno...
- Duże znacznie dla integracji mieszkańców - mówi Ksiądz Proboszcz - miało powstanie klubu i świetlicy, czyli miejsc, z których mogą korzystać wszyscy parafianie. Oni się właśnie tutaj poznawali, przestawali być anonimowi. Czują się tu jak w rodzinie.
Klub i świetlica znajdują się w domu parafialnym, który powstał w byłym pawilonie handlowym, zakupionym, wyremontowanym i zaadaptowanym na potrzeby parafii. Mieszkają w nim również kapłani. - Ponieważ na naszym osiedlu nie ma instytucji kulturalnych - tłumaczy Ksiądz Proboszcz - dzieci i młodzież po zajęciach lekcyjnych często są pozostawione samym sobie. Zależało nam więc na stworzeniu takiego miejsca spotkań. Ten budynek, który parafianie z dużym zaangażowaniem wyremontowali, służy w tej chwili wszystkim. Najchętniej korzystają z niego w okresie jesienno-zimowo-wiosennym. Jest to świetlica bardziej o charakterze sportowym. Społecznie dyżurują w niej panowie, którzy pilnują porządku. Młodzi przychodzą tutaj, aby pograć w tenisa stołowego, w bilard, a dorośli korzystają z siłowni.

Zdążyć na jubileusz

Budowa kościoła postępowała w szybkim tempie. Prace przybrały na intensywności szczególnie wiosną br. - Jeszcze w ostatnich dniach przed planowaną wizytacją duszpasterską w kościele kładziono posadzkę - wspomina z uśmiechem ks. Filipiak. Równocześnie dodaje, że po wizytacji będą kontynuowane prace budowlane związane m. in. z wykańczaniem sufitu i budową wieży. Zapytany o przyczyny takiego przyspieszenia wyjaśnia: - Były co najmniej dwa preteksty, żeby budowę przyspieszyć. Pierwszy to obchody 750-lecia lokacji Krakowa. Chcieliśmy, żeby nasz kościół i jego poświęcenie wpisało się w jubileusz miasta. Przecież patronką zbudowanej świątyni jest św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego! Drugim powodem była zaplanowana wizytacja kard. Stanisława Dziwisza. Staraliśmy się więc przed tymi ważnymi dla Krakowa i dla parafii wydarzeniami wykonać jak najwięcej prac.
Ważnym momentem w życiu parafii była tegoroczna majowa uroczystość. Otóż 19 i 20 maja br. Metropolita Krakowski poświęcił nowo wybudowaną świątynię. W trakcie wizytacji po raz kolejny spotkał parafian, na kolejnych Mszach św. pobłogosławił małżeństwa, rodziny, udzielił sakramentu bierzmowania gimnazjalistom, spotkał się z parafialnymi wspólnotami, odwiedził chorych. Do zebranych wiernych podczas Mszy św. inaugurującej wizytację powiedział: „Dziś odprawiam Mszę św. w nowym, pięknym kościele. Pięknym kunsztem architektonicznym, ale pięknym przede wszystkim Waszą wiarą i Waszą tutaj obecnością...”.
Tuż po Mszy św. kończącej wizytację zapytałam Księdza Kardynała o wrażenia, jakie wynosi ze spotkania z parafią. W odpowiedzi usłyszałam: - Jak jest proboszcz nadzwyczajny, to wszystko idzie w sposób wyjątkowy. W tak krótkim czasie potrafił zbudować wokół siebie Kościół żywy, mistyczne Ciało Chrystusa, a z tego wyłoniła się świątynia zbudowana w rekordowym tempie 4 lat! I już mogliśmy poświęcić tę świątynię, wejść do nowego kościoła, w którym właściwie już wszystko jest zapewnione do jego funkcjonowania, łącznie z piękną posadzką, wymalowanymi ścianami, świetną akustyką... Fakt społeczny, że ludzie zgromadzili się wokół dobrego księdza, spowodował ten wybuch entuzjazmu, który był istotny w zbudowaniu tego kościoła!
Szczegółowe informacje dotyczące historii budowy kościoła i życia parafian można poznać, korzystając ze strony internetowej: www.kinga.diecezja.krakow.pl.

Historia Krzyża Świętej Kingi

Krzyż Kazimierza Jagiellończyka wykonany z koron Św. Kingi, który znajduje się w Katedrze na Wawelu (można go zobaczyć na filmie TVP - odc.15 - artykuł poniżej), wystawiony na ołtarzu na Błoniach krakowskich w 1999r. Bardzo ciekawa historia, mało komu znana. Krzyż ten uważany jest obecnie za trzecią po szczerbcu i włóczni Św. Maurycego (pochodzącej również z Bizancjum) pamiątkę historii kraju.

Laskaris to nazwisko było najbardziej znanym i powtarzanym z nazwisk Europy wieków średnich. Rodzina Laskaris panowała w Cesarstwie Bizantyjskim wystarczająco długo, by móc wywierać swoje wpływy na większość krajów ówczesnego świata. Była to w tamtych wiekach również najbogatsza rodzina Europy, jako, że miasto Konstantynopol zgromadziło w swoich murach ogromną ilość /około dwóch trzecich/ wszystkich bogactw Europy i Azji. Nadchodził dla naszego kontynentu okres, kiedy to o potędze nie miały decydować tylko ilości podbitych ludów czy siła władzy, ale wielkość posiadanego majątku.

W roku 1204 wyprawa rycerzy europejskich do Jerozolimy przerwała ten okres świetności, napadając i rabując miasto, a następnie wywożąc do swoich europejskich zameczków olbrzymie skarby Konstantynopola. Jednak rodzina Laskaris zniosła ten cios i wkrótce cesarz Teodor I Laskaris /1204-1222/ w znacznej części odtworzył świetność cesarstwa. Był to dziadek księżnej Kunegundy Kingi ze strony matki, takie podwójne imię nosiła od urodzenia przyszła polska władczyni.

A więc kiedy to w 1239 roku w Katedrze na Wawelu odbył się ślub pięcioletniej, węgierskiej /po ojcu/ księżniczki Kunegundy Kingi z trzynastoletnim księciem krakowsko-sandomierskim Bolesławem V zwanym później Wstydliwym, to wydarzeniem tym musiały interesować się nie tylko dwory: węgierski czy ruski, ale też dwór bizantyjski, nadal bogaty i potężny I stąd /oprócz kwot posażnych/ młodzi księstwo mogli przystroić swoje skronie niezwykle kunsztownie zdobionymi bizantyjskimi koronami.

Wielce zmienne koleje losu młodej księżnej skłoniły ją, gdy zmarł książę małżonek, do zmiany trybu życia i rezygnacji z władzy książęcej na rzecz usynowionego przez nią księcia łęczycko – sieradzkiego Leszka -zwanego Czarnym. Zostawiła kraj silny, podziwiany przez ówczesnych kronikarzy państw ościennych, w którym ufundowała nowe miasta oraz dochodowe kopalnictwo solne.

Sama osiadła w Ziemi Sądecko-Bieckiej, sprawując mądre rządy nad tymi włościami jako ksieni sądeckiego klasztoru Klarysek. Zmarła w 1292 roku w opinii świętości. Przed śmiercią na ołtarzu ojczyzny w katedrze na Wawelu, złożyła jako wotum szczerozłote korony bizantyjskie, kunsztownie zdobione drogimi kamieniami i scenami walk rycerskich.Ktoś w wiekach późniejszych próbował zrobić z nich krzyż o wymiarach 83,5 x 58 cm. Na przestrzeni dziejów krzyż ten uległ znacznemu zniszczeniu i nie przetrwałby do naszych czasów, gdyby nie filantropijność rzeszowianina Jana z Rzeszowa (Rzeszowskiego) herbu Półkozic, rycerza, podskarbiego koronnego za czasów Kazimierza Jagiellończyka, biskupa krakowskiego /1471-1488/, który ratując klejnoty koronne, uznawane już wtedy za ważne pamiątki narodowe, ofiarował znaczną część swojego majątku w dobrach rzeszowskich z przeznaczeniem na renowację precjozów i rozbudowę katedry na Wawelu o część skarbcową, w której mogły być odtąd bezpiecznie przechowywane. Postanowienie biskupa Jana potwierdził potem dla potomnych papież Innocenty VIII w swoim brewe z dnia 29.IX.1489 r.

Dzięki temu istnieje do dnia dzisiejszego w skarbcu katedralnym na Wawelu krzyż, zwany przez historyków krzyżem Rzeszowskich lub krzyżem Kazimierza Jagiellończyka. Biskup Jan kazał bowiem umieścić na nim trzy herby, tj. herb Kazimierza Jagiellończyka, herb Diecezji Krakowskiej oraz herb rodziny Rzeszowskich, wieloletnich właścicieli miasta, od którego przyjęli przecież swoje nazwisko.
Krzyż ten uważany jest obecnie za trzecią po szczerbcu i włóczni św. Maurycego /pochodzącej również z Bizancjum/ pamiątkę historii kraju. Nigdzie dotychczas nie eksponowany, nie posiada też kopii wystawienniczych. W czasie jednej z pielgrzymek po Polsce poświęcił mu specjalną wizytę i spędził przed nim chwilę na samotnej modlitwie papież Jan Paweł II.
Na tę okoliczność krzyż był na krótko wystawiany w ołtarzu krypty św. Leonarda w podziemiu wawelskiej katedry. Nikt z publiczności nie był przy tym obecny. Takie były bowiem wymogi bezpieczeństwa zarówno osoby jak i bezcennego przedmiotu.Pierwszy raz publicznie w swojej długiej historii krzyż ten został pokazany w czasie mszy kanonizacyjnej św. Kingi na krakowskich błoniach.

A może miasto Rzeszów zasługuje na to by kopia najwybitniejszej pamiątki z historii kraju wykonanej sumptem mieszkańców tej ziemi ozdobiła na trwałe wnętrza któregoś z jego kościołów? Pomyślmy o tym.

Jan Lucjan Wyciślak
(źródło: diecezja.rzeszow.pl/2015/04/historia-krzyza-sw-kingi)

Kanonizacja Świętej Kingi w Starym Sączu (film)

Cykl filmów przypominających pielgrzymki Jana Pawła II do małopolski. W programie przypominamy dramatyczne oczekiwanie wiernych na krakowskich Błoniach na chorego Ojca Świętego i fragmenty homilii nieobecnego na tej Mszy Świętej Papieża odczytanej przez Kardynała Franciszka Macharskiego, a także Mszę Świętą z udziałem Jana Pawła II w Starym Sączu i kanonizację Św. Kingi. Wspominają: Jędrzej Majka, Marek Skwarnicki, bp. Wiktor Skworc, ks. Robert Biel.

ZOBACZ
(źródło: krakow.tvp.pl/2153614/odc-15-1999-rok-kanonizacja-sw-kingi-w-starym-saczu)

Eseldowskie bunga bunga

Starym zwyczajem spadkobiercy dawnej PZPR - dzisiejsze SLD - w okresie przedwyborczym wytaczają najcięższe działa w kierunku Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Nic nowego pod słońcem. Sporo kłamstw, półprawdy i niedomówienia. Stare przyzwyczajenia zostają. Mało konkretów, wiele epitetów. Kiedy słuchałem jednej z konferencji prasowych przedstawicieli SLD, zauważyłem, że od lat powtarzają utarte legendy. Powtórzenia bez pokrycia.

A co płacą?

Oto Jerzy Wenderlich chce walczyć z bogatymi księżmi. Tymczasem miażdżąca większość z nich nie ma pensji sięgających nawet jednej trzeciej z 12 tysięcy złotych poselskiej pensji, darmowych przejazdów i immunitetu chroniącego przez karną odpowiedzialnością. Przyjaciółka posła Wenderlicha, Joanna Senyszyn – najpierw była w PZPR, później w NSZZ Solidarność, a dziś w SLD – twierdzi, że księża nie płacą podatków. A co płacą, jak nie podatki? Każdy ksiądz pracujący w duszpasterstwie płaci podatek ryczałtowy ustanowiony przez państwo od ilości mieszkańców parafii. Inaczej mówiąc, płaci również od ateistów, antyklerykałów i członków SLD mieszkających na jej terenie. Jest to więc również podatek od posłów Wenderlicha i Senyszyn. Ile państwo uzna, tyle ksiądz musi zapłacić! Duchowni pracujący na uczelniach, czy w innych ośrodkach oświatowych płacą, jak każdy obywatel.

Dodatkowo – zgodnie z wprowadzoną przez rząd SLD ustawą z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych – „osoba duchowna, niebędąca podatnikiem zryczałtowanego podatku od przychodów osób duchownych, wykonująca umowę agencyjną lub zlecenia albo inną umowę o świadczenie usług, do której zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego stosuje się przepisy dotyczące zlecenia, bądź też wykonująca pracę nakładczą opłaca składkę na ubezpieczenie zdrowotne również z tytułu bycia osobą duchowną”.

Równość w stylu SLD

Oznacza to, że ksiądz pracujący na umowie o pracę, który dodatkowo podpisał umowę – zlecenie z innym pracodawcą musi opłacić ubezpieczenie zdrowotne z umowy o prace, następnie z umowy-zlecenia, a z racji bycia księdzem dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. Gdyby nie był księdzem, nie musiałby tego dodatkowego ubezpieczenia płacić. Wynika stąd, że gdyby ksiądz pracujący na uczelni lub generalnie w szkolnictwie nie był księdzem, nie musiałby podwójnie płacić ubezpieczenia. A ponieważ jest księdzem musi zapłacić. To jest właśnie równość w stylu SLD. Czy nie lepiej wszystko sprawdzić jak przystaje na poważnego profesora?

Trzeba się cieszyć, że SLD – ustami europosłanki Senyszyn – zainteresowany jest wyplenieniem obrzydliwości pedofilii pośród duchowieństwa. Ale dlaczego jedynie pośród duchowieństwa? Czyżby pośród innych środowisk pedofilia była czymś wskazanym, salonowym i zalecanym? Ufam, że przedstawiciele SLD przyczynią się do zwołania okrągłego stołu poszerzonego o wszystkie grupy społeczne dla zwalczania pedofilii. Gdyby europosłanka przyczyniła się do tego, wówczas społeczeństwo doceniłoby inicjatywę, wzrost uznania by podskoczył i zbyteczną sprawą byłoby happeningowe przywiązywanie się do psiej budy na Rynku krakowskim. Wówczas walka o uznanie byłaby zbyteczna. Posłance Senyszyn wtórował Włodzimierz Czarzasty, który zarzucał kardynałowi Dziwiszowi, że nie zdaje egzaminu, a wiele się po nim spodziewano. Abstrahuję od subiektywnych odczuć szefa Ordynackiej, gdyż jest to kwestia indywidualnych ocen, do których każdy ma prawo. Alę język, styl i poziom rodem z czasów PZPR.

Oddano mniej, niż ukradziono

Za nim w ślady poszedł poseł Sławomir Kopyciński z SLD, który pozywał do sądu sekretarza Episkopatu Polski „pana biskupa Budzika” za rzekome podważenie jego kompetencji, a na swojej stronie internetowej zamieścił stwierdzenia myślicielki z „Faktów i Mitów”, że Kościół w Polsce dokonał IV rozbioru Polski. Lekceważąc biskupa wykazał się nie tylko brakiem kultury osobistej – gdyż w krajach Europy Zachodniej, w Ameryce i nawet w Afryce na księdza mówią ksiądz – ale umieszczając teksty z brukowej prasy o rozbiorach Polski promuje rozmijanie się z historią. Powszechnie bowiem jest sprawą wiadomą, że IV rozbiór Polski został dokonany za sprawą Sowietów i przy pomocy polskich komunistów.

Domagając się likwidacji Funduszu Kościelnego zapomniał poseł, że fundusz ten dotyczy wszystkich wyznań i związków wyznaniowych jako rekompensata za znacjonalizowane mienie. Na ten cel przeznaczono w tym roku około 0, 03 % całej kwoty budżetu państwa. Wiele dóbr nie da się już oddać, więc stworzony fundusz czynił zadość nacjonalizacji kościelnego majątku. Czyżby poseł Kopyciński zapomniał, że z funduszu korzystają także takie związki wyznaniowe, które powstały niedawno i państwo nie ma wobec nich żadnych zobowiązań majątkowych? Dlaczego w tym wymiarze poseł nie grzmi? W niedalekiej przeszłości podobnym błyskiem inteligencji – co opisał zmarły abp Życiński – tryskali inni przedstawiciele partii ubogich i poszkodowanych jak – Ryszard Gibuła, senator SLD i Cezary Wawrzyniak, radny ostródzki SLD. Ten pierwszy twierdził, że w kościołach dokonuje się „godna potępienia apoteoza wina dokonywana przez tysiące funkcjonariuszy Kościoła katolickiego”, a ten drugi nieco później zauważył, że stosowanie wina do celów liturgicznych prowadzi do alkoholizmu społeczeństwa.

W zakresie działań Komisji Majątkowej zagrabione mienie w postaci budynków oddawano w stanie totalnej dewastacji. Oczywiście należy się w pełni zgodzić, że wszelkie przekręty w działalności powinny być – o czym już wspominałem w książce „Bitwa o Kościół” – napiętnowane i sądownie osądzone. Aferzystów trzeba ścigać dla dobra Kościoła i Państwa. Piszę to dlatego, iż taki jest wymóg moralności i wielu księży pracujących w terenie niesłusznie cierpi z powodu afer pojedynczych osób! W tym wypadku nie jest to atak na Kościół, lecz na brudne pieniądze w Kościele. Prawo musi obowiązywać wszystkich, w przeciwnym razie staje się bezprawiem. Z drugiej jednak strony to, co zostało ukradzione przez komunistów, powinno być zwrócone. Choć oddano zdecydowanie mniej niż ukradziono to trzeba podkreślić, że łatwiej się państwu komunistycznemu kradło, a jakże trudno jego spadkobiercom ująć się za realizacją wymogu sprawiedliwości.

Szczytowym wzorcem nowego stylu postkomunistów była demonstracja intelektualna nazywająca Jana Pawła II „prymitywnym wikarym z Niegowici”. Można więc zauważyć, że znamienną cechą wielu postaw lewicowych fundamentalistów jest pełna kompleksów niechęć do wszystkiego, co związane z religią i Kościołem rzymsko-katolickim. Najśmieszniejsze jest to, że wielu ludzi z formacji SLD na pewnym etapie broniło socjalizmu jak wolności, a dziś jako rzecznicy bronią twórców stanu wojennego i handlują informacjami o błocie. Nie dziwi nic gdyż na każdym etapie dziejów – jak pisał abp Józef Życiński – pojawiają się ludzie, „którzy uprawiają prostytucję intelektualną”.

Promotorzy bełkotu

Tymczasem nie można gwałcić umysłu, gdyż społeczeństwo potrzebuje prawdziwej mądrości, której na dłuższą metę żadnym falsyfikatem zastąpić się nie da. Chodzi o to, że człowiek potrzebuje nade wszystko sensu, a nie promotorów bezmyślnego bełkotu. Nie przypadkowo więc Winston Churchill stwierdził, że „jeśli młody człowiek nie jest socjalistą przed trzydziestką, to dzieje się coś niedobrego w jego sercu. Jeśli pozostaje socjalistą po trzydziestce, to dzieje się coś niedobrego w jego głowie”.

Na koniec warto dodać, że nie byłoby powszechnego krzyku i ubarwiania rzeczywistości, gdyby wszystkie elementy słusznej sprawy były wyraźnie klarowne. Chodzi o to, że Kościół chroni wartości, a wartości chronią Kościół, gdy są realizowane.

Autor jest rzecznikiem prasowym Archidiecezji Krakowskiej, konsultorem Rady do spraw Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski i wykładowcą nauki społecznej i dziennikarstwa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie

Ks. dr Robert Nęcek

(Artykuł ukazał się na łamach dziennika „Rzeczpospolita”, dnia 10 marca 2011 roku)